Urzędnicy wpędzili firmę ze Słupska w kłopoty
Urzędnicy wpędzili firmę ze Słupska w kłopoty
Właściciele firmy Irene spod Słupska, która produkuje zbiorniki na gaz LPG do aut, na głowie mają sądy, urzędy, a ostatnio inspekcję pracy. Twierdzą, że to przez urzędników.
W poniedziałkowym wydaniu "Głosu" ukazało się zawiadomienie Państwowej Inspekcji Pracy, informujące o przesłaniu do sądu wniosku o ukaranie właścicieli firmy Irene. Kontrola Państwowej Inspekcji Pracy wykazała, że pracodawca nie wywiązuje się z płatnościami względem swoich pracowników. W sierpniu zeszłego roku 123 z nich nie otrzymało wynagrodzenia. Miesiąc później już 139.
Jednak to nie komunikat pokontrolny słupskiej inspekcji pracy jest przyczyną kłopotów firmy, a efekt - jak podkreśla Janusz Ratomski, właściciel Irene - wcześniejszych decyzji urzędników.
Problemy zaczęły się trzy lata temu, kiedy na horyzoncie pojawił się duży, zagraniczny kontrahent gotowy do kupna sporej ilości zbiorników samochodowych na gaz LPG. Zażądał potwierdzenia ich sprawności przez niezależny instytut badawczy. Firma Irene zgłosiła się do Transportowego Dozoru Technicznego, tak jak robiła to do tej pory, ale wyznaczone terminy badań były odległe. Ratomskiemu zależało na czasie, więc analogiczną prośbę skierował do Urzędu Dozoru Technicznego.
Czytaj też: Solus z Miastka nie płacił pracownikom
- Zbiorniki sprawdziliśmy. Testy wyszły pomyślnie i wystawiliśmy pozytywny certyfikat - usłyszeliśmy od pracownika Urzędu Dozoru Technicznego, który pragnął zachować anonimowość. - Ale o naszej pracy dowiedział się Transportowy Dozór Techniczny. Zrozumieli chyba, że uciekają im pieniądze, bo za takie badania trzeba płacić i zaczęli szukać haka na niepokornego przedsiębiorcę - podkreśla rozmówca.
W tym samym czasie białostocka z firm AC S.A, instalująca zbiorniki na gaz LPG, stwierdziła nieszczelność w kilku egzemplarzach wyprodukowanych przez Irene. O tym fakcie powiadomiła TDT, a urząd nakazał wstrzymać produkcję.
- Kłopot w tym, że rzekomo nieszczelne zbiorniki zniknęły, a kontrola nie została przeprowadzona fachowo. Do tego urząd nie nakazał wycofania całej partii z rynku, tak, jak by nie miał twardych dowodów - mówi Janusz Ratomski.
Produkcja stanęła. Ratomski pozwał TDT do sądu i wygrał, ale urząd odwołał się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Najbliższa rozprawa odbędzie się dopiero we wrześniu. Do tego czasu firma może przestać istnieć.
- Udało mi się dogadać z wierzycielami. Pensje są wypłacane w ratach. Przez niekompetencje urzędników, zamiast się rozwijać to się zwijam - mówi Ratomski.
Czytaj też: Słupskie Stako sprzedane Amerykanom
- Wiemy, że właściciel mocno się stara, by firma nie upadała i nie zostawić pracowników na lodzie, ale to może się nie udać - mówi Roman Giedrojć, kierownik PIP w Słupsku. - My musimy działać według prawa i ustalonych procedur. Kontrolę musieliśmy przeprowadzić i ostatecznie złożyć zawiadomienie - dodaje.
Urzędnicy Transportowego Dozoru Technicznego nie chcieli z komentować całej sprawy. - Odniesiemy do niej dopiero po wyroku NSA - mówi Michał Dorobiński, rzecznik prasowy TDT.




Delicious
Digg
Facebook
Google
Technorati
Komentarze
Mafia-osmiornica urzędowa
W Polsce i nie tylko Polsce coraz większa władzę przejmują urzędnicy,to jest gangrena która rozrasta się bez ograniczeń. wymyśla dla siebie coraz więcej durnych przepisów , aby później powiedzieć , że musi zatrudnić więcej pracowników bo mają coraz więcej zadań . Tusk miał zmniejszy rozmiary i obciąć część macek , ale wyszło jak zawsze odwrotnie. No i oczywiści , aby cokolwiek załatwić potrzebna łapówka, bez wziątki firmy są likwidowane lub (i) przejmowane. Kolejna niepokorna firma zostaje zlikwidowana, oczywiście winnych nie będzie , ustawa , która miała karać urzędników jest martwa. Pamiętacie Optimusa Kluski !
Polska stacza się coraz bardziej